niedziela, 11 września 2016

Chapter 3 ''Prefer the pain of the truth to a pretty lie...''


   Damon szedł posłusznie za blondynką chcąc jak najszybciej poznać wyjaśnienia. Wyszli z staromodnej piwnicy by udać się po schodach prowadzących na piętro. Rozglądając się po drodze na obie strony, dostrzegł, że znajdują się w bogato urządzonym domu. Stare obrazy i meble wskazywały nie tylko kolekcjonerstwo. Mężczyzna doskonale wiedział ile tysięcy lat żyje Rebekah. Co jeśli, w rzeczywistości trafił do jej domu? Gdy o tym myślał jeszcze chętniej spoglądał na portrety i inne ozdoby. Wampirzyca zatrzymała się wstukując coś w nowoczesny telefon. Salvatore korzystając z okazji rozejrzał się w poszukiwaniu drogi ucieczki. Najłatwiejsze byłoby okno.
  -Wiem co planujesz. Nawet nie próbuj uciec – odwróciła się wrogo na niego spoglądając.
  Mężczyzna o kruczoczarnych włosach zadziornie się uśmiechnął nic właściwie nie mówiąc. Za Mikaelsonówną dostrzegł jej własny portret. Podszedł do niego niepewnie, nie chcąc zdenerwować kobiety. Na obrazie miała włosy spięte w bogaty warkocz. Ozdabiała ją droga biżuteria, a twarz miała przystrojoną najpiękniejszym z możliwych uśmiechów.
  -Bal u króla Anglii w szesnastym wieku – skomentowała widząc jak się przygląda.
  -Nadal zachowałaś swój naturalny blask – powiedział z uśmiechem ukazując kły. 
  Bycie wampirem podobało mu się z każdą minutą. Był wolny i beztroski, wiele razy potężniejszy od zwykłych ludzi. Słyszał, widział i czuł lepiej niż niektóre zwierzęta. Tylko nieustanne pragnienie krwi było jego wrogiem.
  Rebekah uśmiechnęła się słysząc komplement. Od wieków nie posiadała nikogo, kto byłby jej światłem. Na początku swojego wampirzego życia wykorzystywała niewinnych mężczyzn, by się zabawić, napoić. Kiedy się zakochiwała na jej drodze stawał brat. Klaus nigdy nie dopuszczał by kochała. Za wszelką cenę chronił siostrę przed tak wyniszczającym uczuciem. Kobieta otrząsnęła się przypominając sobie dlaczego się tu znaleźli. Swoją silną ręką popchnęła Damona do głębi korytarza. Otworzyła drzwi, za którymi miało odbyć się całe spotkanie. Przepuściła młodego wampira w drzwiach nie chcąc by uciekł.
  Damon zauważył swojego największego wroga. Wściekłość wymalowała się na jego twarzy. Nie chciał mieć nic wspólnego z Mikaelsonem. Klaus natomiast uśmiechnął się do wampira w podświadomości ciesząc się z tego kim się stał.
  -Oswoiłeś się ze swoją naturą? – zapytał upijając ze szklanki bursztynowy płyn.
  -Wyjaśnij mi co ja tutaj robię – warknął wściekły Salvatore.
  Rebeka bez słowa zmusiła go by usiadł na fotelu. Nie chciała użyć przemocy względem przystojnego mężczyzny.
  -Rozumiem twoją niewdzięczność, ale już wkrótce staniemy się niezłą parką – zaśmiał się Nik siadając naprzeciwko.
  Damon nie wiedział o co mu chodziło. Pragnął wydostać się z tego domu, wrócić do rodziny i przyjaciół. Przed przemianą w wampira jego stosunki z Niną były coraz lepsze. Miał nadzieję, że znów będą razem. Klaus zaprzepaścił jego zamiary.
  -W chwili śmierci miałeś w organizmie krew wampira, twoje ukochanej Niny. Ją możesz obwiniać za swoje nowe oblicze.- wyjaśniła Rebekah.
  Salvatore usiłował przypomnieć sobie swoją śmierć. Im bardziej się starał, tym mniej rozumiał. Chciał pamiętać jak umarł. Był pewny, że Dobrev nie ma nic wspólnego z jego śmiercią. Ostatnimi czasy zauważył przecież, że nie przestała go kochać.
  Klaus widząc rozkojarzenie wampira w głębi duszy uśmiechnął się. Wszystko układało się według jego planu. Podszedł do bruneta schylając się na wysokość twarzy Damona. Gniewnie patrzyli sobie w oczy. Dopiero po upływie kilkunastu sekund hybryda zabrała głos:
  -Jesteś wściekły, lecz ja jestem w stanie zagwarantować ci takie życie, na jakie zasługuje prawdziwy wampir. Nie będziesz nikomu podporządkowany, za to z ludźmi zrobisz co zechcesz – słowa wypowiadał nie spuszczając wzroku z wampira.
  Damon w głowie analizował jego słowa. Nagle stracił wszelkie wątpliwości. To co mówił Klaus, miało sens. Bycie wampirem dawało mu możliwość przeżycia chwil tak, jak pragnął. Już wiedział co odpowiedzieć. Przyszedł czas zemsty.
  -Masz rację.
  Salvatore poczuł się pewniej wśród pierwotnych wampirów. Nalał sobie do szklanki niewielką ilość trunku, by móc rozkoszować się wyczekiwaną wolnością. Nigdy nie sądził, że Klaus skieruje go na właściwą drogę w życiu. Do pomieszczenia wrócił jeden z krwiopijców. Za nim wkroczyła przerażona dziewczyna. Mężczyzna od razu rozpoznał w niej Jade, kobietę, która kiedyś była z nim w ciąży. Brunetka była przerażona, nie chciała stać się posiłkiem dla bandy nieśmiertelnych. Ratunku szukała u Damona. Ten jednak beznamiętnie spoglądał na nią czarnymi jak noc oczami. Salvatore słyszał niespokojny puls Jade. Z każdą sekundą coraz zachłanniej wpatrywał się w żyły na jej szyi.
  -Bardzo chciałbym powiedzieć, że żałuję tego co zaraz się wydarzy – odezwał się czując coraz większe pragnienie krwi. – Lecz w rzeczywistości nie żałuję.
  Szybkim ruchem złapał przerażoną dziewczynę. Uniósł ją w górę obnażając swe białe kły. Łzy niepohamowanie leciały z oczu Jade. Wiedziała, że już nikt jej nie uratuje. Wampir nie potrafił dłużej powstrzymywać się przed pragnieniem. Rzucił się na szyję swej ofiary niemal momentalnie całą ją rozrywając. Ciepły płyn dostał się do jego buzi wywołując ekscytację. Pozbawiał brunetkę krwi zbyt szybko i zbyt zachłannie. Puścił nieprzytomną ofiarę tylko wtedy, gdy odsunął go od niej Klaus.
  -Więcej zabawy będzie kiedy dasz jej przeżyć – powiedział wyprowadzając Damona z pomieszczenia.

~~
  Zayn Malik był dość zaskoczony, gdy udało mu się utrzymać swoją nocną schadzkę w tajemnicy przed ukochaną. Widział jak dziewczyna z każdym dniem promienieje. Nie chciał zawracać jej głowę wyścigami i jego mroczną stroną. Każdego dnia próbował skontaktować się z bratem. Był wściekły z powodu zaginięcia Damona. Nie potrafił zrozumieć co takiego się stało. Kilka dni wcześniej wybrał się do jego mieszkania. To czego dowiedział się do Valerie wstrząsnęło nim. Nie potrafił uwierzyć to, że jego starszy brat jest wampirem.
  -O czym myślisz? – zapytała blondynka dostrzegając, że znajduje się w innym świecie.
  Zayn westchnął odrywając się chociaż na chwilę od rodzinnych problemów.
  -Dobrze wiesz, że martwię się o Damona – od niedawna szczerze zaczęło mu zależeć na starszym bracie.
  Nie mieli jednak zbyt wiele okazji by się lepiej poznać. Kiedy Malik był na prostej drodze w zwalczaniu problemów z narkotykami, Damon zniknął bez śladu. Nawet wcześniej nie udało im się porozmawiać o tym co tą dwójkę spotkało. Mulat wiele razy chciał pocieszyć brata, gdy Nina była martwa. Teraz zmagał się z poczuciem winy, o którym zapominał tylko wtedy, gdy brał udział w wyścigach.
  Perrie także nie wiedziała jak rozmawiać z ukochanym. Temat Damona ostatnimi dniami u wszystkich stał się nadzwyczaj wrażliwy. Dziewczyna rodzeństwa nie posiadała, lecz domyślała się jak musi czuć się Zayn.
  -Wiem, że to banalne ale znajdziemy go. On się nie rozpłynął mimo tego, że stał się wampirem – powiedziała cicho nie chcąc rozzłościć chłopaka.
  Malik zastanawiał się chwilę nad słowami Perrie. Wiedział, że ukochana pomoże mu w poszukiwaniach. Wpadł na doskonały pomysł.
  -Powinniśmy wziąć udział w ruletce. Tylko tak pójdziemy tropem mojego brata.
~~~~
Przepraszam za miesięczną przerwę. Mam nadzieję, że czwarty pojawi się szybciej
Pisałam ten rozdział dość długo i podoba mi się tylko początek. Mamy tutaj wprowadzenie do nowej natury Damona :)

wtorek, 9 sierpnia 2016

Chapter 2 ''You know sometimes I feel I gotta earn every breath you take...''


  Zayn przyjechał na miejsce w najodpowiedniejszej chwili. Ludzi, jak za każdym razem było mnóstwo. Zaparkował obok samochodu Jamesa, doskonale wiedząc gdzie go szukać. Dopiero patrząc na osoby spragnione adrenaliny zdał sobie sprawę, jak mocno za tym tęsknił. Gdy w tłumie dostrzegł byłego przyjaciela, jakby przyspieszył kroku. Z auta stojącego nieopodal dobiegała głośna muzyka, która rozgrzewała młode dziewczyny do tańca.
  Lecz Malik naprawdę się zmienił. Jeszcze do niedawna skorzystałby z okazji. Chętnie poderwałby jakąś czarnulkę, by ochoczo towarzyszyła mu na rozgrywkach. Robił tak nawet będąc z Perrie. Każdy mężczyzna biorący udział w wyścigach miał panią, która po przegranej w dobry sposób poprawiała mu humor. Teraz Zayn nawet nie reagował, gdy dziewczęta rozbierały go wzrokiem. Przybył tutaj w konkretnym celu, by wygrać.
  -Jednak przyjechałeś.- odezwał się radośnie James, dostrzegając go.
  -Wyjdźmy z tłumu. Nie żartowałem mówiąc, że z tym skończyłem.- odpowiedział chłodno.
  -No więc sprawa wygląda tak- zaczął mężczyzna, gdy byli już w ustronniejszym miejscu.- Brandy to dobry zawodnik, a szczególnie daje o sobie znać przy końcowych zakrętach. Doszły mnie słuchy, że choruje na serce, więc dzisiaj będzie słabszy. Malik musisz to wykorzystać.
  Zayn chwilę analizował jego słowa. Pierwszy raz miał zmierzyć się z kimś, kto rzeczywiście jest od niego silniejszy. Nie obawiał się, że przegra, bo szanse były równe. Mulat posiadał coś, czym będzie w stanie załatwić starszego mężczyznę. W swoje auto wbudował pociski.
  Kiedy nadszedł czas wyścigu, Zayn zestresowany odpalił papierosa. Dym znajdujący się w płucach był w stanie go uspokoić. Na tym świecie prócz używek miał tylko jedną ostoję. Malik wiele razy myślał nad zabraniem na wyścigi Perrie. Chciał, by zobaczyła ważną część jego życia. O niej wiedział dosłownie wszystko. Zadbał o to, by o nim samym blondynka wiedziała jak najmniej. Było mnóstwo spraw, o których Edwards nie miała pojęcia. Naprawdę chciał jej o tym opowiedzieć. Bał się co zrobi, gdy pozna jego mroczną przeszłość.
  Wsiadł do auta, przez okno wyrzucił resztki tytoniu. Spojrzał na czerwony guzik zamontowany pod kierownicą. Wystarczyło go wcisnąć, a samochód przeciwnika wybuchnie przez pocisk. Dlatego nigdy nie pozwolił Perrie jeździć jego ferrari. Kobieta z flagą Seattle wyszła przed dwa pojazdy gotowe do jazdy. Malik cały czas niespokojnie dodawał gazu. W jego głowie przewijały się obrazy, że przegra. Upokorzy się nie tylko przed Jamesem, ale Brandym i tłumem gapiów. Przestał zawracać sobie umysł dopiero wtedy, gdy ruszył. Przez otwarte okno wlatywały podmuchy wiatru uspokajając bruneta. Westchnął cicho, przy pierwszym zakręcie dodając gazu. Na kolejnej ulicy objął prowadzenie, dzięki czemu rozluźnił się. Kiedy stał się pewny wygranej, starszy mężczyzna wyprzedził go. Jechał jako drugi przez trzy ulice, meta zbliżała się nieubłagalnie. Zdesperowany ustawił swoje ferrari za autem przeciwnika. Gdy odległość była odpowiednia, nacisnął czerwony guzik. Niewielki pocisk wystrzelił celując ostrzem pod samochód. Malik wiedział, co zaraz się wydarzy i przyspieszył swój pojazdy. Mężczyzna ze zniesmaczoną miną został w tyle. Chwilę później jego auto wybuchło, a ostatnim co dostrzegł mulat było przerażenie na twarzy Brandy’ego.
  On natomiast z uśmiechem przyjechał na metę. Zakończył wyścig zwycięstwem, niekoniecznie uczciwym, ale kto tego pilnował? Zayn niesiony adrenaliną nie zdawał sobie chyba sprawy, że zabił człowieka.
~~
  Damon został zamknięty w czymś, co ze względu na kraty przypominało loch. Był napojony krwią, dzięki czemu mógł racjonalnie myśleć. Nie pamiętał jak trafił w to miejsce i kto mu pomógł. Siedząc na zimnej, betonowej podłodze uzmysłowił sobie, że stał się potworem. Jedną z tych nadprzyrodzonych istot, z którymi tyle razy ochoczo walczył. Głęboko myślał nad tym, jak poradzi sobie będąc wampirem.
  Słyszał w oddali dźwięki, jakby głosy. Nie był w stanie rozpoznać żadnego z nich. Był wściekły, a wampir wszystkie emocje odczuwa ze zwiększoną siłą. Chciał się dowiedzieć, dlaczego tu trafił. Nie miał przy sobie telefonu, a wręcz pragnął poinformować bliskich, że nic mu nie jest. Wiedział, że Valerie go szuka. On jednak nie był w stanie jej tego ułatwić.
  Usłyszał kobiece skomlenie za ścianą. Podszedł bliżej chcąc rozpoznać inną uwięzioną osobę. Długo nasłuchiwał, aż w końcu przypomniał sobie skąd zna ten głos.
  -Jade, czy to ty?- zapytał trochę niepewnie.
  Jego wampirzy słuch i tym razem go nie zawiódł. Wiedział że właśnie się poruszyła, podeszła do ściany zaskoczona jego obecnością.
  -Polowali nie tylko na mnie - szepnęła.
  Damon zastanawiał się nad jej słowami. Wiedział, że trafiła w to miejsce na długo przed nim. Czy widziała tajemniczego mężczyznę? Nie zdążył zapytać o nic więcej gdyż usłyszał kroki zbliżające się do jego celi. Zebrał w sobie całą wściekłość i zamienił ją na siłę. Już gdy drzwi się otwierały, on był gotowy na atak. Wybałuszył oczy na widok osoby, której za nic w świecie się tutaj nie spodziewał. Spoglądał pytająco na Rebekę, zupełnie jakby liczył, że czegokolwiek się dowie. Blondynka uśmiechnęła się zabójczo dostrzegając młodego wampira.
  -Powinieneś pójść ze mną – odezwała się niewzruszona jego groźną postawą.
  -Do niczego nie możesz mnie zmusić, skarbie – rzucił pewny siebie
  Słowa wypowiedziane przez Damona rozwścieczyły wampirzycę. Nie znosiła zachowania nowo przemienionych krwiopijców. Podeszła do mężczyzny i z kobiecą gracją złapała go za szyję, unosząc przy tym. Z czerwonymi od zdenerwowania oczami i ostrymi kłami, ściskała ofiarę coraz mocniej. Także dzięki wspaniałym zmysłom, usłyszała jak z każdą sekundą traci oddech. Rzuciła brunetem jak nic niewartą rzeczą, a kilka kości połamało się na sąsiadującej ścianie.
  -Za mną – powiedziała krótko nie chcąc słyszeć więcej sprzeciwów.
~~
  Dni bez Damona dłużyły się. Nina miała wrażenie jakby czas się zatrzymał skazując ją na cierpienie. Każdego poranka zawzięcie analizowała mapę miasta. Sprawdzała wszystkie miejsca, w których mógł być brunet. Nie wierzyła, że on tak po prostu odszedł. Chciała go uratować, czuła, że stało się coś złego. Dzień za dniem niósł jednak tylko kolejne rozczarowania. W poszukiwania zaangażowanych było wiele osób, a mimo to ciągle byli w tym samym miejscu. Valerie i Nora odwiedzały miejsca, w których wyczuwały obecność magii. Zayn, który o wszystkim dowiedział się na końcu szukał wskazówek w biurze starszego brata. Za to Nina i Oksana zajęły się mroczną częścią miasta. Odnajdywały wampiry, które za wszelkie zło obecne w mieście obwiniały Klausa. Niestety on jak i Rebekah zniknęli z dnia na dzień zostawiając swoją willę pełną rzeczy. Wszystko wyglądało na ucieczkę. Brunetka obawiała się, że Damon kompletnie nieświadomy jest z nimi.
  W kuchni pojawiła się Oksana, która od razu dostrzegła smutek siostry. Usiadła obok niej zaglądając w mapę. Było jeszcze pełno miejsc, których nie odwiedziły.
  -Myślisz, że nam się uda? – zapytała cicho młodsza z nich.
  Potrzebowała kogoś, kto utwierdziłby ją w nadziei.
  -Znajdziemy go – odpowiedziała krótko.
  Z sypialni Damona dochodziły krzyki. Siostry spojrzały na siebie zaskoczone. Weszły do pomieszczenia dostrzegając w nim obie czarownice. Valerie szlochała w poduszkę. Nora zacięcie analizowała kartkę papieru.
  -Co tu się dzieje? – odezwała się niepewnie młodsza Dobrev.
  Hildegard bez słowa podała wspomnianą kartkę. Nina wraz z Oksaną przyjrzały się. Na papierze były zaledwie szkice. Przedstawiały blondynkę z obnażonymi kłami, a obok mężczyznę, który wyglądem przypominał Damona. Na rysunku brunet pożywiał się krwią. Bułgarka poczuła napływające łzy, domyśliła się co to oznacza.
  -Skąd to się tu wzięło? – szepnęła poruszona Oksana.
  Nora odwróciła się do sióstr widząc, że z jej ukochaną jest źle. Wzięła głęboki wdech. Słowa nie chciały przejść jej przez gardło.
  -Val miała wizję – zaczęła przeczesując ręką włosy. – Połączenie, które dawno temu zawarła z Damonem wskazało, że umarł i się odżywił.
  Nina początkowo nie wierzyła w to co słyszy. Usiadła na fotelu nie będąc w stanie racjonalnie ocenić sytuacji.
  -Damon jest wampirem.- wyszeptała przez łzy.
~~~~
Wybaczcie za ten pokryty błędami krótki rozdział. Poważnie pisałam go od 25 lipca, a tu taka klapa. Znów długo na niego czekałyście, przepraszam.
W kolejnym rozdziale nareszcie rozwinie się akcja
Btw blog ma prawie rok :)

niedziela, 24 lipca 2016

Chapter 1 ''Then you touched me It's like you were made for me...''


  Otworzył oczy niepewny swojego położenia. Nic nie pamiętał, a głowa wręcz go paliła. Wszystko wydawało się żywsze, a barwy świata były ostrzejsze. Bez problemu wyłapał spacerujące mrówki, a nawet dźwięk zapylania kwiatu przez owada. Czy tak wyglądało życie po śmierci? Gdzie właściwie trafił? Serce w klatce piersiowej biło szybko wyznaczając swój własny rytm. Widział, czuł i słyszał wszystko co działo się wokół bez większego wysiłku.
  Najsilniejsze co wówczas poczuł to pragnienie. Nie potrafił sam wyjaśnić czego potrzebuje. Wiedział, że w pobliżu jest coś, co pozwoli mu się odprężyć i zaspokoić wszelkie potrzeby. Bolące zęby zmuszały go do odnalezienia swojego zbawienia. Podniósł się szybciej niż robił to zwyczajnie, przed wypadkiem. Gdy obraz w jego oczach się wyostrzył, dostrzegł, że znajduje się w mrocznym lesie. Wykorzystał swoją nowo nabytą umiejętność, nasłuchiwał. Miejsce wiało pustką, a on niepewnie zrobił krok. Poruszał się z większą gracją i spokojem. Z każdym kolejnym metrem pragnienie nieznanej rzeczy rosło. Czuł wręcz jak ciało niesie go pod właściwe miejsce. Biegł jak opętany by tylko odnaleźć to czego tak uporczywie szukał. Dopiero kilkaset metrów dalej dostrzegł osobę, która w ręce trzymała jego małe zbawienie. Rzucił się po woreczek z krwią nie zważając z kim na do czynienia. Szybko upadł na mokry grunt widocznie osłabiony i niedożywiony. A także kompletnie niedoświadczony i nie za znajomy ze światem, do którego teraz należał. Spojrzał gniewnie na przeciwnika. Nie rozumiał rosnącej złości, ale to on chciał być w posiadaniu woreczka. Był jednak zbyt słaby by stawić czoło mężczyźnie. Leżał więc czując jak pragnienie krwi wyjada go od środka. Żyły zaczęły mu mocniej pulsować na myśl, że jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko upragnionego spełnienia. Nie rozumiał dlaczego, ale nałogowo potrzebował czerwonej cieczy. Ile jeszcze będzie musiał wytrzymać w taki stanie? Kiedy zaspokoi swój głód?
  -Chodź, mam ci wiele do pokazania. Napij się- mężczyzna rzucił mu woreczek.
  Rozerwał go jak dzikie zwierzę. Niemal całą zawartość wlał na raz do buzi. Czuł jak kły przestają boleć a puls się wyrównuje. Ciepła ciecz była jak chleb dla głodnego człowieka.
  -Czeka cię ciekawe życie.- dodał mężczyzna a Damon mimo, że nie chciał to podążył za nim.
~~
  Valerie od samego początku czuła, że stało się coś złego. Była poddenerwowana, a jej moc szalała. Na prośbę czarownicy Nora po raz kolejny wykonywała telefon do Damona. Za każdym razem odzywała się poczta głosowa. Momentalnie w jej głowie przewinęły się słowa Rebeki: Już wkrótce poznasz smak zemsty. Czy to właśnie o to chodziło wampirzycy? Najczarniejsze scenariusze zawładnęły jej wyobraźnią. Bała się, że Salvatore leży gdzieś umierający w lesie, tak uporczywie potrzebujący pomocy. Nie była pewna czy pierwotna wampirzyca do swojej zemsty zaangażowała Klausa. Jeżeli tak to miała wrażenie, że Damon, którego w pewien sposób kochała, już nie wróci.
  -Może powinnyście użyć zaklęcia lokalizującego?- odezwała się Oksana, która także przebywała w mieszkaniu bruneta.
  Tylko Nina gdzieś zniknęła. A raczej poszła zapijać swoje smutki z powodu odejścia Elijaha w krwi nowo poznanych chłopaków.
  Czarownice spojrzały na siebie niepewnie. Magia była rzeczą, która odnalazłaby mężczyznę. Valerie prędko pognała po jedną z koszulek Damona aby zaklęcie ożywić jego zapachem. Położyła ją na kuchennym blacie, po czym bardzo dokładnie nacięła nożem wnętrze swojej dłoni. Była zbyt zaangażowana by choćby przez chwilę przejąć się bólem. Jej krew dużymi kroplami moczyła koszulkę. Spojrzała na swoją ukochaną będąc już gotowa.
  -Phasmatos Tribum, Nas Ex Veras- wypowiedziały w tym samym czasie.
  Obrazy jakie magia ukazała im w głowach były niejasne. Zupełnie jakby błądziła, nie mogła znaleźć źródła. Jedyną rzeczą jaka zdążyła im się pokazać był spadek samochodu z mostu. Potem wszystkie światła w mieszkaniu zgasły. Gdy Oksana zapaliła niewielką lampkę stojącą w kuchni, na twarzy Valerie można było dostrzec świeże łzy.
~~
  Zayn zdziwił się gdy w środku nocy zadzwonił mu telefon. Przeważnie nie przejmował się i nawet nie sprawdzał kto przerywa mu sen. Tej nocy było jednak inaczej. Czuł, że powinien odebrać. Na początku słyszał tylko szmery i czyjś cichy głos. Dopiero po kilkunastu sekundach rozpoznał Jamesa.
  Początkowo chciał się rozłączyć. Nie miał z przyjacielem kontaktu od dawna. Obiecał Perrie, że dla ich związku się zmieni. Raz z łatwością odmawiał sobie kieliszka wódki, lecz innym razem pragnienie białego proszku doprowadzało go do wewnętrznej wojny. Wykasował z pamięci wszystkie, zbliżające się daty wyścigów. Nie myślał o tym ile radości traci. Nie wyobrażał sobie ponownego odejścia ukochanej.
  -Czego chcesz?- warknął wściekle opuszczając sypialnię.
  Nie zamierzał budzić blondynki i tłumaczyć się z nocnych telefonów.
  -Malik, ty żyjesz? Co się z tobą dzieje?- odezwał się zachrypniętym głosem.- Wszyscy tutaj czekają na mistrza.
  Zayn westchnął. Przed oczami przewijały mu się wspomnienia adrenaliny jaka towarzyszy przy zwiększaniu prędkości samochodu. Wiele razy uległ wypadkom, ale zawsze wracał silniejszy. Obiecał zarówno samemu sobie, jak i przyjacielowi, że do perfekcji opanuje szybką jazdę.
  -Skończyłem z tym.- powiedział cicho nie będąc przekonany do własnych słów.
  W słuchawce było słychać piski opon i krzyki dziewczyn. To co Malik dawniej tak uwielbiał.
  -Rób jak chcesz. Jeżeli przyjedziesz, czeka cię wyścig z Brandym. – krzyknął zagłuszając dźwięki dookoła. -Wiem, że na to zawsze czekałeś.- dodał cicho rozłączając się.
  Malik, który był już w kuchni, wziął duży łyk wieczornej herbaty. Momentalnie zaschło mu w gardle. Był rozbity między osobą, którą kocha, a rzeczą, którą robił odkąd ukończył siedemnaście lat. Spojrzał na zegar, który wskazywał drugą w nocy. Wiedział, że Perrie śpi. Wstawała przeważnie o ósmej. Miał w zanadrzu sześć godzin, które bez jej wiedzy mógł wykorzystać na dzisiejszy wyścig.
  Szybko podążył do łazienki by przebrać koszulkę do spania w coś godnego pokazania po za domem. W lustrze poprawił swoje kruczoczarne włosy. Twarz opłukał wodą by zatuszować ślady zmęczenia. Po cichu wszedł do sypialni chcąc przyjrzeć się śpiącej ukochanej. Podczas snu wyglądała jeszcze niewinniej. Delikatnie ucałował jej czoło nie chcąc by w takiej chwili się zbudziła.
  -Wrócę nim otworzysz oczka.- szepnął.
  Zabrał z komody kluczyki do auta i wyszedł. W tamtej chwili nie myślał o tym, że złamał obietnicę daną Perrie. Pragnął znów poczuć szczyptę strachu i rywalizacji.
~~
  Valerie przez noc starała się nie myśleć o przyjacielu. Nora obiecała jej, że z samego rana wybiorą się na wskazany przez magię most. Gdy zegar w korytarzu wybił szóstą, blondynka podniosła się niespokojnie z łóżka. Wiedziała już, że Damonowi stało się coś złego.
  Dopijając kawę zadzwoniła do Niny. Nie była pewna, czy wampirzyca zechce wybrać się z nimi. Dla brunetki miłość do mężczyzny nie liczyła się tak, jak dawniej. Jej oczy zaślepione były tylko Elijahem, który także posiadał mroczną stronę. Każdy z rodziny Mikaelsonów był potworem, który przez tysiąc lat życia zabił mnóstwo osób. Takie czyny się nie kasowały.
  -Nina, czy mogłabyś przyjechać jak najszybciej na most przy rzece Wort?- zapytała cicho od razu się rozłączając.
  Z pokoju gościnnego wyszła Oksana trzymając w rękach kuszę. Starsza Dobrev od razu domyśliła się, że za wypadkiem i zaginięciem Damona musiała stać istota nadprzyrodzona. Brunetka wolała być przygotowana na możliwe zagrożenie. Nora i Valerie posiadały magię, a ona były wyszkolona przez starszyznę wioski na łowcę.
  Dziewczyny nie zdziwiły się dostrzegając Ninę. Nie pytała o co chodzi, po prostu uporczywie wpatrywała się w taflę wody. Val także to zrobiła. Myśl o tym, że auto przyjaciela jest w tej zimnej rzece, wywołała na jej ciele ciarki.
  -Damon miał wypadek.- odezwała się Nora chcąc wyjaśnić sytuację wampirzycy.
  -Jesteśmy prawie pewne, że stoi za tym istota nadprzyrodzona.- dodała Oksana.
  Nina na samą myśl o stracie Damona poczuła napływające łzy. Nie mogło być prawdą, że jego ciało pływa w rzece. Nie umarł. Wmawiała sobie, że ktoś go uratował zostawiając w pobliskim lesie. Nie chciała znów czuć fali cierpienia. Bez głębszego zastanowienia wskoczyła do rzeki. Jej ciało obojętnie przyjęło lodowatą wodę. Z szybkością wampira płynęła coraz głębiej, aż dostrzegła samochód. Maskę miał poturbowaną, a wszystkie szyby zbite. Na fotelu kierowcy nie zauważyła mężczyzny. Rozejrzała się wokół pojazdu. Ślad po nim zaginął.
  Damon żył. Ktoś go uratował. Nie będzie musiała na zawsze się z nim pożegnać. W takim razie, gdzie on był?
~~~~
Chcę przeprosić, ale jest mi tak głupio, że nie wiem czy warto. Chciałabym napisać kolejny rozdział szybciej.