niedziela, 24 lipca 2016

Chapter 1 ''Then you touched me It's like you were made for me...''


  Otworzył oczy niepewny swojego położenia. Nic nie pamiętał, a głowa wręcz go paliła. Wszystko wydawało się żywsze, a barwy świata były ostrzejsze. Bez problemu wyłapał spacerujące mrówki, a nawet dźwięk zapylania kwiatu przez owada. Czy tak wyglądało życie po śmierci? Gdzie właściwie trafił? Serce w klatce piersiowej biło szybko wyznaczając swój własny rytm. Widział, czuł i słyszał wszystko co działo się wokół bez większego wysiłku.
  Najsilniejsze co wówczas poczuł to pragnienie. Nie potrafił sam wyjaśnić czego potrzebuje. Wiedział, że w pobliżu jest coś, co pozwoli mu się odprężyć i zaspokoić wszelkie potrzeby. Bolące zęby zmuszały go do odnalezienia swojego zbawienia. Podniósł się szybciej niż robił to zwyczajnie, przed wypadkiem. Gdy obraz w jego oczach się wyostrzył, dostrzegł, że znajduje się w mrocznym lesie. Wykorzystał swoją nowo nabytą umiejętność, nasłuchiwał. Miejsce wiało pustką, a on niepewnie zrobił krok. Poruszał się z większą gracją i spokojem. Z każdym kolejnym metrem pragnienie nieznanej rzeczy rosło. Czuł wręcz jak ciało niesie go pod właściwe miejsce. Biegł jak opętany by tylko odnaleźć to czego tak uporczywie szukał. Dopiero kilkaset metrów dalej dostrzegł osobę, która w ręce trzymała jego małe zbawienie. Rzucił się po woreczek z krwią nie zważając z kim na do czynienia. Szybko upadł na mokry grunt widocznie osłabiony i niedożywiony. A także kompletnie niedoświadczony i nie za znajomy ze światem, do którego teraz należał. Spojrzał gniewnie na przeciwnika. Nie rozumiał rosnącej złości, ale to on chciał być w posiadaniu woreczka. Był jednak zbyt słaby by stawić czoło mężczyźnie. Leżał więc czując jak pragnienie krwi wyjada go od środka. Żyły zaczęły mu mocniej pulsować na myśl, że jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko upragnionego spełnienia. Nie rozumiał dlaczego, ale nałogowo potrzebował czerwonej cieczy. Ile jeszcze będzie musiał wytrzymać w taki stanie? Kiedy zaspokoi swój głód?
  -Chodź, mam ci wiele do pokazania. Napij się- mężczyzna rzucił mu woreczek.
  Rozerwał go jak dzikie zwierzę. Niemal całą zawartość wlał na raz do buzi. Czuł jak kły przestają boleć a puls się wyrównuje. Ciepła ciecz była jak chleb dla głodnego człowieka.
  -Czeka cię ciekawe życie.- dodał mężczyzna a Damon mimo, że nie chciał to podążył za nim.
~~
  Valerie od samego początku czuła, że stało się coś złego. Była poddenerwowana, a jej moc szalała. Na prośbę czarownicy Nora po raz kolejny wykonywała telefon do Damona. Za każdym razem odzywała się poczta głosowa. Momentalnie w jej głowie przewinęły się słowa Rebeki: Już wkrótce poznasz smak zemsty. Czy to właśnie o to chodziło wampirzycy? Najczarniejsze scenariusze zawładnęły jej wyobraźnią. Bała się, że Salvatore leży gdzieś umierający w lesie, tak uporczywie potrzebujący pomocy. Nie była pewna czy pierwotna wampirzyca do swojej zemsty zaangażowała Klausa. Jeżeli tak to miała wrażenie, że Damon, którego w pewien sposób kochała, już nie wróci.
  -Może powinnyście użyć zaklęcia lokalizującego?- odezwała się Oksana, która także przebywała w mieszkaniu bruneta.
  Tylko Nina gdzieś zniknęła. A raczej poszła zapijać swoje smutki z powodu odejścia Elijaha w krwi nowo poznanych chłopaków.
  Czarownice spojrzały na siebie niepewnie. Magia była rzeczą, która odnalazłaby mężczyznę. Valerie prędko pognała po jedną z koszulek Damona aby zaklęcie ożywić jego zapachem. Położyła ją na kuchennym blacie, po czym bardzo dokładnie nacięła nożem wnętrze swojej dłoni. Była zbyt zaangażowana by choćby przez chwilę przejąć się bólem. Jej krew dużymi kroplami moczyła koszulkę. Spojrzała na swoją ukochaną będąc już gotowa.
  -Phasmatos Tribum, Nas Ex Veras- wypowiedziały w tym samym czasie.
  Obrazy jakie magia ukazała im w głowach były niejasne. Zupełnie jakby błądziła, nie mogła znaleźć źródła. Jedyną rzeczą jaka zdążyła im się pokazać był spadek samochodu z mostu. Potem wszystkie światła w mieszkaniu zgasły. Gdy Oksana zapaliła niewielką lampkę stojącą w kuchni, na twarzy Valerie można było dostrzec świeże łzy.
~~
  Zayn zdziwił się gdy w środku nocy zadzwonił mu telefon. Przeważnie nie przejmował się i nawet nie sprawdzał kto przerywa mu sen. Tej nocy było jednak inaczej. Czuł, że powinien odebrać. Na początku słyszał tylko szmery i czyjś cichy głos. Dopiero po kilkunastu sekundach rozpoznał Jamesa.
  Początkowo chciał się rozłączyć. Nie miał z przyjacielem kontaktu od dawna. Obiecał Perrie, że dla ich związku się zmieni. Raz z łatwością odmawiał sobie kieliszka wódki, lecz innym razem pragnienie białego proszku doprowadzało go do wewnętrznej wojny. Wykasował z pamięci wszystkie, zbliżające się daty wyścigów. Nie myślał o tym ile radości traci. Nie wyobrażał sobie ponownego odejścia ukochanej.
  -Czego chcesz?- warknął wściekle opuszczając sypialnię.
  Nie zamierzał budzić blondynki i tłumaczyć się z nocnych telefonów.
  -Malik, ty żyjesz? Co się z tobą dzieje?- odezwał się zachrypniętym głosem.- Wszyscy tutaj czekają na mistrza.
  Zayn westchnął. Przed oczami przewijały mu się wspomnienia adrenaliny jaka towarzyszy przy zwiększaniu prędkości samochodu. Wiele razy uległ wypadkom, ale zawsze wracał silniejszy. Obiecał zarówno samemu sobie, jak i przyjacielowi, że do perfekcji opanuje szybką jazdę.
  -Skończyłem z tym.- powiedział cicho nie będąc przekonany do własnych słów.
  W słuchawce było słychać piski opon i krzyki dziewczyn. To co Malik dawniej tak uwielbiał.
  -Rób jak chcesz. Jeżeli przyjedziesz, czeka cię wyścig z Brandym. – krzyknął zagłuszając dźwięki dookoła. -Wiem, że na to zawsze czekałeś.- dodał cicho rozłączając się.
  Malik, który był już w kuchni, wziął duży łyk wieczornej herbaty. Momentalnie zaschło mu w gardle. Był rozbity między osobą, którą kocha, a rzeczą, którą robił odkąd ukończył siedemnaście lat. Spojrzał na zegar, który wskazywał drugą w nocy. Wiedział, że Perrie śpi. Wstawała przeważnie o ósmej. Miał w zanadrzu sześć godzin, które bez jej wiedzy mógł wykorzystać na dzisiejszy wyścig.
  Szybko podążył do łazienki by przebrać koszulkę do spania w coś godnego pokazania po za domem. W lustrze poprawił swoje kruczoczarne włosy. Twarz opłukał wodą by zatuszować ślady zmęczenia. Po cichu wszedł do sypialni chcąc przyjrzeć się śpiącej ukochanej. Podczas snu wyglądała jeszcze niewinniej. Delikatnie ucałował jej czoło nie chcąc by w takiej chwili się zbudziła.
  -Wrócę nim otworzysz oczka.- szepnął.
  Zabrał z komody kluczyki do auta i wyszedł. W tamtej chwili nie myślał o tym, że złamał obietnicę daną Perrie. Pragnął znów poczuć szczyptę strachu i rywalizacji.
~~
  Valerie przez noc starała się nie myśleć o przyjacielu. Nora obiecała jej, że z samego rana wybiorą się na wskazany przez magię most. Gdy zegar w korytarzu wybił szóstą, blondynka podniosła się niespokojnie z łóżka. Wiedziała już, że Damonowi stało się coś złego.
  Dopijając kawę zadzwoniła do Niny. Nie była pewna, czy wampirzyca zechce wybrać się z nimi. Dla brunetki miłość do mężczyzny nie liczyła się tak, jak dawniej. Jej oczy zaślepione były tylko Elijahem, który także posiadał mroczną stronę. Każdy z rodziny Mikaelsonów był potworem, który przez tysiąc lat życia zabił mnóstwo osób. Takie czyny się nie kasowały.
  -Nina, czy mogłabyś przyjechać jak najszybciej na most przy rzece Wort?- zapytała cicho od razu się rozłączając.
  Z pokoju gościnnego wyszła Oksana trzymając w rękach kuszę. Starsza Dobrev od razu domyśliła się, że za wypadkiem i zaginięciem Damona musiała stać istota nadprzyrodzona. Brunetka wolała być przygotowana na możliwe zagrożenie. Nora i Valerie posiadały magię, a ona były wyszkolona przez starszyznę wioski na łowcę.
  Dziewczyny nie zdziwiły się dostrzegając Ninę. Nie pytała o co chodzi, po prostu uporczywie wpatrywała się w taflę wody. Val także to zrobiła. Myśl o tym, że auto przyjaciela jest w tej zimnej rzece, wywołała na jej ciele ciarki.
  -Damon miał wypadek.- odezwała się Nora chcąc wyjaśnić sytuację wampirzycy.
  -Jesteśmy prawie pewne, że stoi za tym istota nadprzyrodzona.- dodała Oksana.
  Nina na samą myśl o stracie Damona poczuła napływające łzy. Nie mogło być prawdą, że jego ciało pływa w rzece. Nie umarł. Wmawiała sobie, że ktoś go uratował zostawiając w pobliskim lesie. Nie chciała znów czuć fali cierpienia. Bez głębszego zastanowienia wskoczyła do rzeki. Jej ciało obojętnie przyjęło lodowatą wodę. Z szybkością wampira płynęła coraz głębiej, aż dostrzegła samochód. Maskę miał poturbowaną, a wszystkie szyby zbite. Na fotelu kierowcy nie zauważyła mężczyzny. Rozejrzała się wokół pojazdu. Ślad po nim zaginął.
  Damon żył. Ktoś go uratował. Nie będzie musiała na zawsze się z nim pożegnać. W takim razie, gdzie on był?
~~~~
Chcę przeprosić, ale jest mi tak głupio, że nie wiem czy warto. Chciałabym napisać kolejny rozdział szybciej. 

wtorek, 28 czerwca 2016

Prolog ''Spread your wings my little butterfly...''

  Ona biegła tak szybko ile siły dawały jej nogi. Starała się wygrać, nie dać się złapać. Była odważna, pewna siebie i waleczna, ale z nimi nie miała szans. Doskonale pamiętała do czego zdolny był starszy z nich. Jako nocne stworzenie powinna kochać mrok lasu, w którym właśnie przebywała. W rzeczywistości nigdy nie przyzwyczaiła się do takiego życia. Czuła ich zwierzęce oddechy wprost na szyi. Byli tak blisko. Kawałek drewna, który ocierał się o serce spowalniał jej ruchy. Wiedziała, że wkrótce nie wytrzyma. Już nie próbowała obudzić w nich jakichkolwiek emocji. Osoby, które znała umarły dawno temu. Potwory zamieszkały w ich głowach sterując każdą, najmniejszą cząstką ciała. Nie chciała takiego życia zarówno dla siebie jak i dla niego. Łzy smutku i rozczarowania pojawiały się w jej oczach zawsze gdy zdawała sobie sprawę, że to nie ją wybrał. Czuła jak przez ugryzienie traci zmysły. Nie widziała gdzie stawia kroki, upadła.
  On był kilka kroków za nią. W tej akcji przejął inicjatywę. Nie do końca rozumiał dlaczego tak ogromną nienawiść czuje do dziewczyny. W głowie miał jasno postawiony cel, zabić ją w męczarniach. Będzie najbardziej wyjątkową ofiarą na jego ogromnej liście. Uśmiechnął się dostrzegając, że się poddała. Pewny siebie podszedł, tak gotowy by wymierzyć ostateczny cios. Kiedy spojrzeli sobie w oczy do jego podświadomości powróciły bolesne wspomnienia.
  -Twój ból zaraz się skończy.- szepnął głosem przepełnionym okrucieństwem.
~~~~
Tym krótkim akcentem witam was w trzeciej części Demons :) Wiem, że to nic wam nie mówi ale wkrótce wszystko wam się rozjaśni. Bohaterowie zaktualizowani, zwiastun zrobiony i wygląd bloga zmieniony.
 Karo <3

niedziela, 12 czerwca 2016

Chapter 16 ''Hard to face that I can’t see you anymore...''



  Od śmierci matki minęło kilka dni. Damon, kompletnie pozbawiony uczuć do niej, pracował by nie myśleć o Ninie. Na każdym kroku dręczyło go pragnienie bycia z nią. Próbował pozbierać swoje pokruszone na milion kawałków serce. Tylko powrót do zabijania potrafił dać mu ukojenie. Całymi dniami nadrabiał zaległości sprzed kilku miesięcy. Był zaskoczony gdy podczas przeglądania papierów w biurze, zadzwonił telefon wyświetlając nieznany numer. Mężczyzna chwilę wahał się. Klienci zwykle dzwonili na numer sekretarki. Na początku usłyszał ciszę, która przerodziła się w płacz. Słowa jakie przez łzy wypowiadała osoba pozwoliły mu od razu odgadnąć jej tożsamość. Fatalnie poczuł się słysząc załamaną Ninę. Nie chciał pozwolić by tak ważna osoba płakała. W tamtej chwili nie myślał o tym, że znalazła sobie kogoś innego do kochania. Na prośbę brunetki mieli spotkać się za godzinę. Upił ze szklanki trochę trunku by poczuć się odważniej. Na trzeźwo nie potrafił znieść myśli, że Dobrev nie jest już jego królewną.
  Punktualnie, po godzinie do drzwi gabinetu zapukała ona. Zanim weszła, pospiesznie otarła łzy z twarzy. Przez chwilę ktoś mógł uwierzyć, że nie płakała. Przeszklone oczy zdradzały wszystko. Ogromny ból w sercu potrafił nawet odebrać jej mowę. W ciszy zajęła miejsce naprzeciwko niego, bojąc się podnieść wzrok. Jako wampirzyca bez problemu poczuła, jak przeszywa ją wzrokiem. Wówczas zaczęła zastanawiać się czy rozmowa z byłym ukochanym nie jest błędem.
  -Właściwie nie wiem dlaczego do ciebie zadzwoniłam. Elijah odszedł a ja nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Tak bardzo żałuję, że wróciłam do żywych.- zaskomlała.
  Salvatore spojrzał na nią ze smutkiem w oczach. Najgorszym obrazem jest właśnie oglądanie ukochanej osoby załamanej.
  -Jesteś niezwykle silną wampirzycą. Wierzę, że przetrwasz.- odezwał się.
  Wstał z fotela, ponieważ widok łez nie dawał mu spokoju. Wyjął z szuflady jedną, czerwoną różę, kupioną specjalnie przed jej przyjściem. Uklęknął przy niej i z niewinnym uśmiechem podarował ją. Nina powąchała kwiatka cicho dziękując. Nagle do głowy mężczyzny wpadł dość nietypowy pomysł.
  -Kiedy ostatni raz piłaś krew?- zapytał nie wiedząc jak dobierać słowa.
  Brunetka pokręciła głową. Od rozstania z Mikaelsonem nie pożywiła się. Mężczyzna prędko podwinął rękaw swojej koszuli przysuwając do wampirzycy swój nadgarstek. Ta spojrzała na niego zszokowana. Uważnie obserwowała krew płynącą w jego żyle. Nagle pragnienie czerwonej cieczy zaczynało wygrywać. Ostre kły momentalnie zmieniły wygląd dziewczyny. Oczy zrobiły się dzikie, jak u bardzo głodnego stworzenia. Damon ani na sekundę nie zrezygnował ze swojej ofiary. Chciał w każdy możliwy sposób ukoić ból w sercu ukochanej. Ich tęczówki ostatni raz się spotkały a potem zanurzyła zęby w jego nadgarstku. Samo ukłucie zbytnio nie poruszyło mężczyzną. Dopiero gdy spragniona istota obudziła się w Ninie, poczuł jak z każdą minutą jego wzrok słabnie a siły gdzieś odchodzą. Był wytrzymały tylko ze względu na brunetkę.
  Delikatnie oderwała się od niego czując słabnący puls. Szybko podała mu swoją własną krew będąc ogromnie wdzięczna. Uśmiechnęła się do Damona gładząc go delikatnie po policzku. W głowie dziewczyny przewijały się ich wspomnienia. Doskonale pamiętała ich pierwsze spotkanie podczas gry w ruletkę ale także każdy pocałunek i słodkie słówka. Momentalnie zatęskniła za tym wszystkim.
  -Dziękuję. – szepnęła nie będąc w stanie wypowiedzieć czegoś dłuższego. Ich oczy się spotkały.
  -Zawsze będę cię kochał.
  Złożył subtelny pocałunek na policzku wampirzycy. Ten gest obudził w niej uczucia do bruneta. Pożegnała się cicho z Damonem. Gdy opuściła gabinet zarówno jedno jak i drugie musiało otrzeć kilka łez. Gdyby tylko wiedzieli co wydarzy się za kilka dni…
~~
  Nina jeszcze nie miała okazji poznać Valerie. Z opowieści starszej siostry dowiedziała się, że jest naprawdę bliską przyjaciółką Damona. W obecnym położeniu ważniejszy był jednak fakt, że jest czarownicą. Dobrev zamierzała złożyć wizytę Rebece, która od zawsze była przeciwna jej związkowi. Chciała wybadać czy blondynka nie użyła perswazji na bracie. Na samą myśl o ukochanym do jej oczu napływały łzy. Od kilku dni zastanawiała się gdzie jest i co takiego robi. Wiele razy, w piekle, zapewniał ją, że po powrocie zwiedzi świat. Wampirzyca miała nadzieję, że odszedł właśnie po to, by spełniać swoje pragnienia.
  Valerie mieszkała wraz z Norą w domu rodzinnym Damona. Po śmierci zarówno Lily jak i Silasa został pusty. Zgodę wyraził tylko starszy syn. Zayn dzień po pogrzebie matki zabrał Perrie i wspólnie wyjechali. Kontaktował się tylko z bratem.
  Dobrev pewnym ruchem zastukała do drzwi. Otworzyła je średniego wzrostu dziewczyna o falowanych, blond włosach. Nina od razu rozpoznała w niej Valerie. Po krótkiej rozmowie wewnątrz domu, czarownica rzuciła zaklęcie lokalizujące pierwotną wampirzycę.
  Niedługo potem jechały już starym kabrioletem Lily. Auto ze względu na swój wiek wymagało poważnej renowacji. Magia prowadziła dziewczyny do jednego z barów. Tych, które w Stanach znajdują się przy autostradach. Miejsce, w którym przebywała Rebekah było przy krajowej drodze prowadzącej do sąsiedniego stanu.
  Nina i Valerie zastały ją gdy żywiła się na jednym z klientów. Wszystko wyglądało tak naturalnie i inni goście z pewnością nie wiedzieli, że w barze jest wampir. Dziewczyny chętne rozmowy z blondynką, od razu się przysiadły. Zdziwione były obskurnością miejsca. Bar wyglądał jakby od lat osiemdziesiątych nie miał najmniejszego remontu. Stara kelnerka co jakiś czas podchodziła do stolików dolewając ludziom czarną kawę. Pomieszczenie nie było zbyt duże a wypełnione było wyblakłymi lożami. Mikaelson gniewnie spojrzała zarówno na czarownicę jak i wampirzycę. Odsunęła od siebie swój posiłek czekając na wyjaśnienia.
  -Powiedz, czy masz jakiś związek z odejściem Elijaha?- odezwała się niepewnie Nina. Na sam dźwięk jego imienia, czuła napływające łzy.
  -Twoja bezczelność nie zna granic. Zrobiłam wszystko aby został przy rodzinie. Omotałaś go tak bardzo, że wybrał życie w samotności. Obwiniaj o wszystko siebie, nie mnie.- warknęła poirytowana pierwotna.
  -Co ty właściwie kombinujesz?- zapytała Valerie uważnie skanując zachowanie Rebeki.
  Twarze dziewczyn się spotkały. Najstarsza wampirzyca świata nie odpowiadała próbując zawładnąć umysłem Tulle. Było to jednak trudniejsze niż myślała. Zapadła cisza a wszystkiemu z boku przyglądała się zaciekawiona Nina.
  -Jeżeli możesz sprowadzić tutaj swojego brata, to zrób to.- jęknęła czując coraz większe rozstrojenie psychiczne.
  Mikaelson wypiła resztki krwi z umierającej ofiary. Otarła rękawem poplamione usta i z gracją wstała od stołu. Nim jednak wyszła z baru przybliżyła swoją twarz bardzo blisko twarzy Dobrev. Złość była widoczna w oczach pierwotnej. Odezwała się spokojnym, cichym i wręcz grobowym głosem strasząc tylko obie dziewczyny:
  -Już wkrótce poznasz smak zemsty. Tak przy okazji, pozdrów Damona, prawdziwy z niego przystojniak.
  W wampirzym tempie opuściła bar zostawiając je przerażone. Nina nie powstrzymywała dłużej emocji pozwalając łzom płynąć. Valerie natomiast uporczywie analizowała słowa Rebeki. Zastanawiała się w jaki sposób dokona zemsty. Wiedziała, że skoro już zadarły z tak potężną siłą, ktoś na tym ucierpi.
~~
  Dni mijały bardzo szybko a każdy z nich w życiu Damona wyglądał tak samo. Trzy zlecenia, papierkowa robota w firmie i rozmowa bądź spotkanie z Valerie i Norą. Mężczyzna od dawna próbował skontaktować się także z Jade. W jej mieszkaniu znalazł kartkę o krótkim urlopie za miastem. Brunet robił wszystko aby wkroczyć na etap przyjaźni z Niną. Pragnął często ją widywać by móc potajemnie pielęgnować swą miłość. Znów nikt prócz wampirzycy się nie liczył. Pragnął rozkochać w sobie Dobrev by nic nie było w stanie już ich rozdzielić.
  Tego felernego dnia Damon zbyt późno skończył papierkową robotę w firmie. Długo analizował nowe zgłoszenia a także projekty budowlane szkół w biednych miastach. Musiał przecież w jakiś sposób zatuszować przed państwem swój prawdziwy zawód. Nie dożyliśmy jeszcze czasów, w których płatne zabójstwa są czymś normalnym. Brunetowi nie przeszkadzało jednak to całe ukrywanie się. W rzeczywistości bowiem posiadał dwie, bardzo dobrze prosperujące działalności i mógł sobie pozwolić na luksusy. Począwszy od drogich samochodów, poprzez domek wakacyjny na Bora Bora a skończywszy na pistoletach, kolacjach i ciuchach.
  Gdy opuszczał swój gabinet, w pracy pozostała tylko sekretarka. Widząc jak przy lampce męczy się z papierami coś poruszyło jego sumieniem i zwolnił kobietę do domu. Uśmiechnięta podziękowała za dobroć szefa i kilka minut później już jej nie było. Wówczas Salvatore został sam na najwyższym piętrze wieżowca. Wsiadł do windy rozkoszując się ciszą. Pochwalił siebie za pozbycie się radia. Z dumą obserwował przez szkło efekty długoletniej pracy. Na wszelkie luksusy w jakie opływał budynek firmy zapracował samodzielnie. Będąc już na parterze oficjalnie pożegnał się z siedmioma ochroniarzami jakich zatrudnił. Na prośbę władz miasta zwiększył liczbę alarmów i wszelakich zabezpieczeń w budynku.
  Rozsiadł się wygodnie w aucie odkładając na siedzenie pasażera pistolet i kilka teczek ze zleceniami. Pokręcił zniesmaczony głową dostrzegając na zegarku prawie nocną godzinę. Noc była wyjątkowo ciemna i cicha. Damon jechał szybko mimo panującej mgły. Pragnienie spożycia posiłku, umycia się i długiego snu kierowało jego nogą zwiększając prędkość. Wjechał na ostatni most, który dzielił go od drugiej części miasta. Światła stały się ostrzejsze i wtedy dostrzegł postać na samym środku jezdni. Momentalnie skręcił samochodem w bok, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Tak rozpędzone maserati przeleciało nad barierkami chroniącymi. Nim Damon zdał sobie sprawę, że spada, było już za późno. Auto z ogromną siłą uderzyło w rzekę prawie do końca się w niej zanurzając. Przerażony mężczyzna usiłował otworzyć drzwi, które jak na złość się zacięły. Po omacku odnalazł pistolet, którym zrobił dziurę w szybie. Czas płynął mu tak szybko a tlen znikał. Tracił przytomność usiłując wydostać się z tonącego samochodu. Zaprzestał czynom gdy świat zaczął opanowywać mrok. Sekundę później stracił przytomność czekając na zbliżająca się śmierć.
~~
  Rebekah od samego początku wiedziała jak to się skończy. Już dawno zaplanowała swoją zemstę. Widząc jak Nina i Damon ponownie zbliżają się do siebie, jeszcze szybciej chciała jej dokonać. Poczuła się spełniona z uśmiechem obserwując zza drzewa tonące auto. To ona znalazła się na środku mostu i to przez nią Salvatore stracił życie. Dokonała zemsty na dawnej miłości obu braci. Teraz czekała tylko na moment, w którym Dobrev dowie się o śmierci Damona.
  Klaus godzinę później zjawił się na wspomnianym moście. Był wręcz ciekawy czy młodsza siostra wykonała ich wspólny plan. Samochód mężczyzny nie zostawił żadnego śladu i ku radości hybrydy, nikt nie będzie szukał tutaj jego wroga. Mikaelson wpatrywał się w cudne, gwieździste niebo. Tam za każdym razem szukał odpowiedzi. Gwiazdy były dla niego czymś w rodzaju milczących przyjaciół, takich, którzy zawsze będą po jego stronie. Westchnął ciężko po czym skoczył do rzeki. Musiał bowiem wyłowić ciało Damona. Szybko odnalazł ekskluzywne auto. Z przedniego siedzenia wyjął mężczyznę i skierował się ku górze.
  Położył ciało w lesie, kilkaset metrów od rzeki i mostu. Wpatrywał się w przemoczone ciuchy, zniszczoną fryzurę, zamknięte oczy i bladą jak ściana skórę. Po chwili do jego uszu dostał się dźwięk płynącej krwi. Podszedł do Damona uważniej mu się przyglądając. Gdy analizował twarz, ten otworzył oczy. Nie były już tak zabójczo niebieskie a krwistoczerwone. Błądziły po twarzy uśmiechającego się zadziornie Niklausa. Obydwoje z siostrą oczekiwali śmierci Damona, gdy jednak obudził się jako wampir, mężczyzna zdał sobie sprawę, że zemsta w ich wykonaniu, dopiero się rozpoczęła. 




~~~~
Witajcie! Przepraszam, że po raz kolejny nie dotrzymałam słowa. Rozdział znów dodany za późno a czas pomiędzy postami jest zbyt duży. Mam nadzieję, że wybaczycie.
Tym akcentem kończymy drugą część Demons in my mind. Kto spodziewał się takiego zakończenia? Jak teraz będzie wyglądać życie zarówno Niny jak i Damona? 
Jestem ogromnie wdzięczna za wszystkie komentarze w tej części, wyświetlenia czy samo czytanie. Jesteście boskie! 
Wkrótce będzie można zapoznać się z nowym wyglądem bloga, bohaterów no i zwiastunem. Odwiedzajcie bloga w przeciągu kilku dni
PROLOG TRZECIEJ CZĘŚCI DEMONS IN MY MIND POJAWI SIĘ 28 CZERWCA A ROZDZIAŁ PIERWSZY 1 LIPCA W GODZINACH WIECZORNYCH!
Do zobaczenia za jakiś czas
Karo <3