niedziela, 6 marca 2016

Chapter 7 ''I'm like a fugitive tryna climb the walls but my hands are tied...''

  Brunetka otworzyła oczy i ujrzała ciemność. Przerażona zaczęła rozglądać się na wszystkie strony. Uświadomiła sobie, że jest zamknięta w jakimś ogromnym pudle. Ręce miała związane ale mimo to próbowała z wampirzą siłą wydostać się. Ktoś jednak oderwał zamykanie szybciej niż się tego spodziewała.
  -Dlaczego do cholery nie płoniesz?- warknęła blondynka wpatrując się w związaną dziewczynę.
  -Ja.. nie wiem o co ci chodzi.- mruknęła.
  Blondynka złapała ją za oba nadgarstki po czym wyrzuciła w górę. Nina uderzyła w ziemię. Z jej głowy popłynęła krew. Świat wokół zaczął wirować. Czuła, że zaraz znów zemdleje.
  -Nie tym razem, złotko.- kobieta podniosła ją z ziemi po czym napoiła własną krwią.
  -Kim jesteś?- zapytała Nina czując jak wracają jej wszystkie siły.
  -Nazywam się Rebekah Mikaelson i tak jak ty utknęłam w tym piekle. To nazwisko ci coś mówi prawda?-  uśmiechnęła się zadziornie.
  -Jesteś siostrą Klausa. To o tobie tyle razy mi opowiadał.- szybko połączyła fakty.
  Blondynka wypchnęła Ninę z lasu po czym bez słowa szła przed nią. Dobrev nie miała wyjścia, musiała za nią pójść. Rebekah była jedyną osobą, jaką tu spotkała. Miała nadzieję, że dowie się jak uciec z tego piekła. Blondynka jednak szła w ciszy pewnym krokiem stukając obcasami w asfalt.
  -Dokąd idziemy?- Nina wyprzedziła ją i stanęła z nią twarzą w twarz.
  -Nie chcesz poznać reszty rodziny?- uśmiechnęła się wpychając ją do najbliższego budynku.
~~
  Damon Salvatore założył najciemniejsze okulary słoneczne jakie posiadał w swojej kolekcji. Zajął miejsce za kierownicą uśmiechając się do brata. Zayn czekał na niego już dwadzieścia minut.
  -Myślałem, że już nie przyjdziesz.- odezwał się młodszy.
 -Mam dość płacenia tych cholernych mandatów.- burknął i z piskiem opon odjechał spod apartamentowca.
  Na liście miejsc do odwiedzenia w dniu dzisiejszym znajdowały się wszystkie hotele średniej klasy w Seattle. Zayn był pewny, że z jego konta nie zniknęły żadne pieniądze. Perrie była zbyt nieśmiałą dziewczyną, że coś takiego zrobić.
  Damon zaparkował pod najbliższym hotelem po czym udał się do wejścia za młodszym bratem. Zayn rozglądał się po restauracji i kawiarni. Salvatore jednak nie zamierzał tracić tutaj dużo czasu. Wcale nie uśmiechało mu się szukanie blondynki. Był wściekły, że odważyła się uciec. Zamierzał ostro z nią porozmawiać kiedy tylko się znajdzie. Telefon w jego kieszeni ponownie zawibrował. Wyjął go z kieszeni i spojrzał na ekran. Przewrócił oczami ale mimo to odebrał.
  -Nie mam czas na rozmowy, Jade.- warknął po czym się rozłączył.
  Nie dał jej nawet szansy na powiedzenie czegokolwiek. Zaczynały irytować go jej telefony. Nie potrzebował mieć z nią innego kontaktu niż tego w łóżku.
  Podszedł do recepcjonistki siedzącej za biurkiem. Brunetka widząc Damona uśmiechnęła się zawstydzona. Ten od razu to zauważył i postanowił wykorzystać swój urok.
  -Dzień dobry. Szukam przyjaciółki. Czy może przypadkiem się tutaj zatrzymała?- zapytał z oszałamiającym uśmiechem.
  Kobieta ocknęła się po czym wstukała coś do komputera.
  -Jak nazywa się pańska przyjaciółka?
  -Perrie Edwards, złociutka.- odpowiedział wciąż się jej przyglądając.
  Brunetka jakiś czas wpatrywała się w ekran komputera. Chwilę zajęło jej szukanie wśród gości. Damon zastanawiał się co takiego ciągnie ludzi do zatrzymywania się w takim dość zwykłym hotelu.
  -Przykro mi ale nikt taki nie pojawił się u nas w ciągu ostatnich dni. – powiedziała uśmiechając się do mężczyzny.
  -Wróć do pracy.- rzucił oschle po czym zgarnął brata i wspólnie udali się do auta.
~~
  Perrie spacerowała ulicami Dallas zaglądając do każdego sklepu. Potrzebowała pracy i wystarczyło bycie zwykłą sprzedawczynią. Obawiała się, że wkrótce ktoś ją znajdzie. Nie chciała jeszcze wracać do poprzedniego życia. Wiedziała, że Zayn jej szuka ale była krok przed nim, w innym stanie. Nawet gdyby żałowała swojej decyzji, bała się wrócić. Jak zareagowałby jej chłopak gdyby stanęła przed nim? Wzdrygnęła się na samą myśl.
  -Dzień dobry. Nie potrzebujecie kogoś do pomocy?- zapytała nieśmiało spoglądając na ludzi siedzących za biurkiem.
  Kochała czytać, czasem próbowała pisać opowiadania. Praca w bibliotece nie była jej marzeniem ale w tej chwili przyjęłaby wszystko.
  -Czy ma pani jakieś doświadczenie z książkami?- zapytała kobieta w podeszłym wieku ściągając okulary.
  -Kiedy byłam młodsza czytałam dzieciom w szpitalu. Sama kocham to robić. Szczególnie fascynują mnie starsze książki.- odpowiedziała zgodnie z prawdą.
  -Zgłoś się jutro o ósmej. Sprawdzę twoje umiejętności. Jak się nazywasz?
  -Pe.. Amanda Myers.
  Pożegnała się z kobietą po czym szybko wyszła z biblioteki. Nie chciała używać swoich prawdziwych danych. Nie chciała zostać znaleziona. Nareszcie poczuła, że rusza z życiem naprzód.
~~
  Nina rozglądała się po całym pomieszczeniu. Była to wielka sala bez jakiegokolwiek oświetlenia. Odwróciła się chcąc zapytać Rebekę w jakim celu tu przyszły. Zdenerwowana pokręciła głową nie widząc blondynki.
  -Szmata.- szepnęła brunetka.
  Zdawała sobie sprawę, że kobieta była perfidna. Skarciła siebie za to, że w cokolwiek jej uwierzyła. Była pewna, że zaraz znów na tym ucierpi.
  -Mówiłaś coś?- warknął głos wprost przed nią.
  W ciemności zauważyła tylko krwistoczerwone oczy. Były tak blisko przerażonej Niny. W tej samej chwili pomieszczenie zostało mocno oświetlone. Rebekah z sarkastycznym uśmiechem odwróciła się od niej po czym pewnym krokiem podeszła do drzwi.
  -Witaj Elijah. Mamy kolejnego więźnia.- odezwała się do kogoś kto właśnie wchodził do pokoju.
  Dobrev jak przystało na wampira wyostrzonym wzrokiem spojrzała na mężczyznę. Jeszcze nigdy nie widziała kogoś tak wytwornego. Poruszał się z gracją i pewnością. Ubrany był w garnitur, miał na sobie nawet krawat. Brązowe włosy doskonale wypełniały się z oczami tego samego koloru.
  -Siostrzyczko.- odezwał się mocnym, męskim głosem całując blondynkę w czoło.
  Od razu można było zauważyć jak głębokie relacje łączą rodzeństwo.
  -Bracie, mamy szansę się stąd wydostać.- uśmiechnęła się blondynka.
  Naprawdę przy brunecie promieniała radością.
  -Kim jest ta młoda istota?- mężczyzna skierował swój wzrok w stronę Niny.
  -Dobrev. W Bułgarii miała romans z Nikiem.- odpowiedziała blondynka lustrując ją wzrokiem.
  Mężczyzna podszedł do brunetki. Onieśmielał ja swoim prostym zachowaniem. Dotknął ręką jej policzka delikatnie go gładząc. Dziewczyna zamknęła oczy z powodu tej przyjemności.
  -Opowiedz nam wszystko o sobie.- mruknął nie przestając wykonywać czynności.
~~
  Damon Salvatore przeczesał rękoma swoje niesforne włosy po czym poprawił marynarkę od garnituru. Nalał Bourbon będąc w swoim gabinecie. Za niedługo zaczynało się spotkanie ze wszystkimi dyrektorami powołanymi w jego firmie. Nie chciał aby, któryś wydział upadł dlatego musiał to kontrolować.
  Opróżnił szklankę z trunkiem po czym wyszedł z gabinetu. Natknął się na swoją sekretarkę rozmawiającą z Jade.
  -Nie obchodzi mnie jego konferencja. Muszę się z nim zobaczyć.- powiedziała podniesionym głosem.
  Mężczyzna zdenerwował się widząc jakie poruszenie wywołuje brunetka.
  -Jade, co ty tu do cholery robisz?- zapytał przerywając jej ostrą wymianę zdań.
  -Chciałabym z tobą porozmawiać.- odpowiedziała zarzucając ręce na jego szyję.
  -Wróć do pracy.- warknął do sekretarki po czym odciągnął Thirlwall na bok.
  Spojrzał na nią ostrym wzrokiem. Nie zamierzał ukrywać zdenerwowania.
  -Nie możesz nachodzić mnie w pracy. Porozmawiamy jak będę miał chwilę.- odezwał się i pocałował ją delikatnie w czoło.
  Wyminął ją po czym ruszył do windy.
  Wszedł do sali konferencyjnej, w której już wszyscy na niego czekali. Bez słowa zajął miejsce gdzie mógł obserwować każdego z dyrektorów.
  Pierwszy z nich, zajmujący się wydziałem reklamy wstał i przywitał wszystkich. Podszedł do tablicy i zaczął pisać swoje pomysły na najbliższy miesiąc.
  Damon wyjął z kieszeni telefon po czym położył go na szklanym stole. Nie potrafił skupić się na słowach mężczyzny.
  Do pomieszczenia ktoś wszedł z hukiem. Salvatore usłyszał stukot obcasów a sekundę później stał twarzą w twarz z matką. Za nią wkroczyła niska brunetka.
  -Nora, zajmij się resztą. Chcę porozmawiać z synem.- odezwała się Lily uśmiechając się do towarzyszki.
  Dziewczyna spojrzała na mężczyzn po czym zaczęła wypowiadać jakieś słowa w innym języku. Wszyscy, z wyjątkiem Damona złapali się za głowy i z bólu upadli na kolana. A więc matka pojawiła się u niego z jedną z tych, dla których poświęcone zostało życie Niny i Enzo.
  -Czego chcesz?- warknął brunet.
  -Ciebie też miło widzieć synku. Cieszę się, że znów będziemy się częściej widywać.- na jej twarzy pojawił się sztuczny uśmiech.
  -Mało ci cierpień jakie mi wyrządziłaś? Jesteś dla mnie nikim.
  -Gra jeszcze się nie skończyła.- szepnęła wpatrując się w niego brązowymi oczami.- Do zobaczenia.
  Wyszła z sali a za nią ruszyła jej czarownica. Salvatore był wściekły.
  -Niczego nie będą pamiętać.- rzuciła Nora zanim wyszła.
  Brunet usiadł przy stole po czym pięścią walnął w stół. Koszmar zaczynał się od nowa.
~~
  Reszta spotkania minęła tak, jak powinna. Damon opuścił pomieszczenie jako pierwszy, nawet nie żegnając się. Wsiadł do windy i skierował się na parter. Musiał jak najszybciej opuścić firmę. Wciąż był wściekły po spotkaniu z Lily.
  Wsiadł do swojego auta po czym wybrał drogę do ulubionego baru. W tej chwili potrzebował tylko odpoczynku.
  Usiadł w swoim ulubionym miejscu, dokładnie przy samym barze. Zamówił całą butelkę ulubionego alkoholu. Nalał sobie trochę do szklanki po czym napił się. Telefon znajdujący się w kieszeni zaczął wibrować. Mężczyzna wyjął go i rzucił na blat widząc imię ‘’Jade’’.
  -Odwal się.- szepnął naciskając czerwoną słuchawkę.
  Wypił już kilka drinków, ale to był dopiero początek. Ani trochę nie czuł się wstawiony.
  -Wydaje mi się, że mamy dziś wiele wspólnego. Też mam problem z kobietami.- odezwał się głos za nim.
  Odwrócił wzrok i ujrzał Valerie. Była smutna ale i zła. Zupełnie jak Salvatore.
  -Chyba chciałaś powiedzieć z mężczyznami.- odparł.
  -Jestem lesbijką, Damonie.- uśmiechnęła się widząc jego zaskoczenie.
  -Barman! Jedną szklankę dla towarzyszki.- rzucił i uśmiechnął się do blondynki.
~~~~
Witajcie!
O mamo, już 7 rozdział. A pamiętam jak dopiero co zaczynaliśmy 2 część :o
Lily wróciła... XD
Mamy dwie nowe postacie, w bohaterach są od dawna :)
Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam Valerie *-*
Karo <3

piątek, 26 lutego 2016

Chapter 6 ''I'm a little bit love drunk ever get the feeling where you're miles away...''

  Damon odrzucił telefon na szafkę po czym schował twarz w poduszkę. Głowa po wypiciu tylu litrów alkoholu bolała go bardziej niż kiedykolwiek. Zdenerwował się na brata. Kogo obchodziło czy zostawiła go dziewczyna? Jeżeli oczekiwał, że Salvatore go pocieszy, był w ogromnym błędzie.
Spojrzał w bok na śpiącą kochankę. Nie do końca pamiętał jak znaleźli się w łóżku. Wiedział, że musiało być gorąco, miał przepiękną brunetkę.
  Kiedy wyszedł z łazienki ujrzał Jade w jednej z jego koszul robiącą śniadanie. Uśmiechnął się na ten pociągający widok. Dziewczyna obróciła się podając mu talerz pełen naleśników.
  -Pomyślałam, że to miły początek dnia.- odezwała się siadając naprzeciwko.
  Damon w ciszy zaczął jeść. Zwykle partnerki wyrzucał z domu po szalonej nocy. Jade była pierwszą, której pozwolił spokojnie zjeść śniadanie. Zastanawiał się co tak bardzo go do niej przyciągało. Była piękna, ale nie najpiękniejsza. Zgrabna sylwetka, długie nogi, tętniąca życiem. Czegoś jednak brakowało by nazwać Jade ideałem. Może po prostu nie była Niną?
  Po mieszkaniu rozległ się dzwonek telefonu. Brunet, ubrany zaledwie w czarne spodnie sięgnął w sypialni po urządzenie. Wywrócił oczami widząc imię brata.
  -Nie dałem ci do zrozumienia, żebyś się odczepił?- powiedział upijając trochę kawy.
  -Musimy pogadać. Będę u ciebie za pięć minut.- Malik pierwszy raz w życiu mówił śmiertelnie poważnie.
  Salvatore wzruszył obojętnie ramionami po czym wrócił do kuchni. Brunetka widząc go, podeszła i złożyła na jego ustach delikatny pocałunek. Damon jednak jak prawdziwy dominant szybko przejął nad nią kontrolę. Językiem rozchylił jej wargi zmuszając ją do ostrzejszego pocałunku. Teraz robili to coraz zachłanniej jakby świat wokół nie istniał.
  Usłyszeli pukanie do drzwi, gdyby nie to, para nieprędko oderwałaby się od siebie. Mężczyzna niechętnie poszedł otworzyć. Kiedy ujrzał młodszego brata drugi raz tego dnia wywrócił oczami.
  Zayn bez słowa wszedł do środka. Nie zdziwiło go paradowanie Damona po mieszkaniu bez koszulki. Brat lubił obchodzić się ze swoim nienagannie wyglądającym ciałem. Zdezorientowany spojrzał na stojącą nieopodal brunetkę. Na pierwszy rzut oka przypominała Ninę. Kiedy jednak podszedł bliżej zdał sobie sprawę, że to tylko ten sam typ urody. Wiedział, że Damon nadal nie wyleczył się ze straty ukochanej.
  -Przepraszam a ty kim jesteś?- zapytał Malik skanując jej skąpe ubranie.
  -Jestem Jade, miło cię poznać.- uśmiechnęła się.
  -Zayn. Przykro mi ale chciałbym porozmawiać z bratem. W cztery oczy.- ostatnie zdanie zaakcentował dając jej do zrozumienia jak bardzo jest niepotrzebna.
  Damon poirytowany wyminął brata po czym spojrzał na brunetkę. Złapał jej twarz w dłonie kciukiem pocierając policzek.
  -Zadzwonię do ciebie, skarbie.- szepnął po czym przelotnie cmoknął Jade w usta.
  Brunetka posłusznie pokiwała głową po czym ruszyła do sypialni. Chwilę później wyszła z niej ubrana w swoją sukienkę. Starszy z braci zamknął za nią drzwi po czym wrócił do kuchni szykując się na nudną rozmowę.
  -Musiałeś być taki nie miły? Zachowuj się jak człowiek.- odezwał się nalewając do szklanki Bourbon.
  -Od kiedy którakolwiek z twoich kochanek zostaje na śniadanie?- odparł Zayn wyrywając butelkę trunku.
  -Jestem wolnym mężczyzną. Przyjemnie jest czasem zjeść posiłek z kimś poza mną.- uśmiechnął się sarkastycznie.
  -Mam ci uwierzyć, że to podobieństwo do Niny to tylko przypadek?- warknął młodszy.
  Mimo zawodu jaki wykonywał, Damon był spokojnym człowiekiem. Zawsze starał się racjonalnie wyjaśnić sytuację. Teraz wystarczyło wypowiedzieć jedno imię. Nina Dobrev, w tym wszystkim kryło się tyle bólu i cierpienia. Tylko tyle potrzebował by przestać nad sobą panować. Wymierzył cios prosto w twarz Malika. Pięść uderzyła mocno przewracając chłopaka na ziemię. Salvatore uklęknął obok zaskoczonego brata.
  -Nigdy więcej nie wymawiaj przy mnie tego imienia.- warknął po czym pogwizdując ruszył po kolejną nalewkę alkoholu.
~~
  Perrie uśmiechnęła się na widok starego miasteczka. Słońce nawet wczesną wiosną świeciło bardzo ostro. Dziewczyna i inne osoby, z którymi podróżowała wysiadły na pobliskim przystanku. Ludzie rozeszli się. Część wróciła do domów z urlopów, inni przyjechali w odwiedziny. Tylko Perrie przybyła do Dallas nie znając nikogo. Zabrała niewielką walizkę po czym ruszyła na poszukiwanie jakiegoś motelu. Na więcej póki co nie było ją stać. Obiecała sobie, że jeszcze tego dnia rozejrzy się za jakąś pracą.
  Myśli o Zaynie powracały zbyt często. Blondynka zastanawiała się jak przyjął jej odejście. Nie miała kontaktu z jakimkolwiek światem. Zniszczyła kartę z numerem a telefon wyłączyła. Nie chciała aby Malik słowami przekonywał ją do powrotu. Sama nie była pewna czy miłość jest tego warta.
~~
  Porzuciła gdzieś w krzaki kolejne zwierzę. Od kilku dni żywiła się tylko krwią. Teraz była pewna, że los zgotował jej prawdziwe piekło po śmierci. Była głupia spodziewając się drogi usłanej różami i wiecznego spokoju. Popełniła w życiu zbyt wiele grzechów, bez skrupułów mordowała by tylko pokazać, że jest silna.
  Kiedy Nina poznała Klausa od razu ją oczarował. Będąc nastolatką sukcesem było zdobyć starszego mężczyznę. Po którejś wspólnej nocy Mikaelson wyjaśnił brunetce kim naprawdę jest. Nie potrafiła długo żyć z kimś kto pochłania ludzką krew. Brzydził ją widok kochanka z kłami ociekającymi czerwoną cieczą. A gdy któregoś dnia wyznał jej miłość… ona tego samego wieczoru uciekła. Nie była świadoma jakie cierpienie na siebie skazała. Wybrała egoistycznie, nie chciała żyć z hybrydą więc ona zabiła wszystkich jej bliskich.
  Jedynym zaskoczeniem było jej przyzwyczajenie do słońca. Wampiry, jako istoty nocne płonęły w dzień. Nina ubrana w ten sam strój, w którym Klaus ją zabił, z ranami na głowie i szyi usiłowała znaleźć jakąś żywą duszę. Wystarczającym cierpieniem było dla niej zostanie wampirem.
  W oddali ujrzała grającą kolejkę. Kiedy przechodziła tu ostatnio zastała tylko głuchą ciszę. Czyżby piekło szykowało dla niej kolejną niespodziankę? Wiatr przywiał pod jej nogi jakąś gazetę. Podniosła ją spoglądając na artykuł. Dotyczył on nowych wyborów prezydenckich. To co jednak najbardziej ją zaskoczyło.
  -Mój Boże.- szepnęła.- 21 maja 1994. Utknęłam w przeszłości..
~~
  Zayn nie poddawał się. Wstał chwytając się za szczękę i poszedł szukać brata. Nie przyszedł do jego mieszkania aby go denerwować. Nie zamierzał i dziś się z nim kłócić. Był tak bardzo zdruzgotany stratą Perrie, że potrzebował tylko pomocy. Od kogo mógł jej oczekiwać? Jego ojciec nie żył, a matki nie chciał więcej oglądać. Został mu starszy brat, którego z resztą poznał całkiem niedawno.
  Ujrzał Damona stojącego w sypialni, dokładnie przed kominkiem. Wpatrywał się w ogień, jakby chciał coś z niego wyczytać. Urządzenie było ozdobą, tak naprawdę nie dawało żadnego ciepła. W ręce brunet trzymał butelkę Bourbonu. Zayn ze smutną miną oglądał ten obraz tęsknoty i cierpienia.
  -Miałem nadzieję, że wyszedłeś.- mruknął Salvatore nie odwracając się.
  -Damonie, być może oczekuję zbyt wiele ale potrzebuję twojej pomocy. Nie chciałem o niej wspominać. Przepraszam.- ostatnie słowo wypowiedział ciszej niż pozostałe.
  Brat wzdrygnął się, wciąż był bez koszulki. Dopił resztki alkoholu znajdującego się w butelce. Rzucił nią w kąt pokoju. Roztrzaskała się na miliony malutkich szkiełek niosąc za sobą ogromny huk. Damon w tym samym momencie odwrócił się do brata. Teraz nie wyglądał jak ten agresywny facet w kuchni. Był jak potulny baranek a w oczach miał łzy. Sekundę później pozwolił im popłynąć. Po raz pierwszy przy kimś.
  Malik widząc starszego brata w złym stanie poczuł ukłucie w sercu. Mimo ich krótkiej znajomości zdążył przyzwyczaić się do tego, że go posiada. Podszedł do Damona, spojrzał na niego niepewny co zrobić. Widząc jednak na jego twarzy tak ogromny smutek przytulił starszego brata. Ten na początku był zaskoczony, rozluźnił się i delikatnie go objął dopiero po chwili. Kiedy Salvatore wyswobodził się z uścisku nie było już po nim widać wcześniejszego smutku.
  -Daj mi chwilę i wyruszamy na poszukiwania.- odezwał się z uśmiechem na ustach.
~~
  Nina wciąż wpatrywała się w gazetę. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Została na zawsze uwięziona w tak odległych czasach. Zdenerwowana odrzuciła papier na bok i ruszyła przed siebie. Kolejka wciąż grała. Dziewczyna była pewna, że to nie wiatr nią poruszył. Coś musiało czaić się na wampirzycę w pobliżu. Miała jedynie nadzieję, że nie zaczynała szaleć. Zgodnie z obietnicą Klausa, czekało ją wieczne piekło.
  Teraz, kiedy była silnym wampirem z łatwością zatrzymała kolejkę. Cała była zakurzona z wyjątkiem jednego z miejsc, ostatniego. Wyglądało to tak, jakby ktoś właśnie z niej wstał. Nina poczuła wiatr a w oddali usłyszała czyjeś kroki. Odwróciła się i od razu w coś uderzyła. Spojrzała na blondynkę z zadziornym uśmiechem przed sobą.
  -Miło cię widzieć.- odezwała się kobieta wciąż z tym samym uśmiechem.
  Nina nie zdążyła nic powiedzieć. Blondynka złamała jej kark pozwalając by nieprzytomna wampirzyca upadła.
~~~~
Witajcie!
Wiem, że obiecałam akcję w tym rozdziale ale doszłam do wniosku, że warto jeszcze poczekać ze dwa rozdziały. 
Oczywiście postaram się by kolejny ani trochę nie był nudny. Zdradzę wam jedną rzecz.. Lily come back :)
Karo <3
 

wtorek, 16 lutego 2016

Chapter 5 ''I'm like a bird, I'll only fly away...''

  Po wizycie na cmentarzu Damon Salvatore z uśmiechem pojechał do swojego ulubionego baru. Nareszcie czuł się wolny. Tego wieczoru zamierzał jeszcze udać się do klubu. Nic się już dla mężczyzny nie liczyło. Usiadł przy barze i od razu zamówił Bourbon. Rozkoszował się chwilami samotności lecz już po chwili przysiadła się do niego pewna dziewczyna.
  -Ile można pić?- zapytała ze zdziwieniem kiedy Damon opróżniał czwartą szklankę.
  -Postawię ci drinka. Barman! Coś specjalnego dla pięknej pani!- odezwał się Salvatore i nalał sobie następną porcję.
  Dziewczyna uśmiechnęła się słysząc schlebiające jej słowa. Mimo początkowej niechęci postanowiła jednak zostać z mężczyzną. Powalał ją wygląd bruneta, aż nie potrafiła oderwać od niego wzroku.
  Odpływali coraz bardziej. Nikt prócz barmana nie liczył już wypitych drinków. Liczyła się dobra zabawa i zapomnienie. Tajemnicza brunetka była jak najbardziej w typie Damona a po kilkunastu drinkach uważał ją za najpiękniejszą.
  -Wiem o tobie już tak wiele. Wciąż nie znam twojego imienia kochaniutka.- szepnął Salvatore siedząc już naprawdę bardzo blisko wstawionej dziewczyny.
  -Jestem Jade. Jade Thirlwall.- uśmiechnęła się zbliżając swoją twarz do twarzy mężczyzny.
  -Jeśli chcesz seksu to wystarczy poprosić.- szepnął i wpił się w usta czekającej na to brunetki.
~~
  Perrie nie potrafiła zasnąć przez całą noc. Kręciła się zapłakana po pokoju wciąż martwiąc się o Zayna. Była wściekła, że ją zostawił jednak nie wybaczyłaby sobie gdyby coś mu się stało. Łzy płynęły ciurkiem z oczu blondynki a ona zastanawiała się gdzie popełniła błąd. Starała się być godną dziewczyną i kochanką aby Zayn nigdy nie spojrzał na inne. Teraz miała wątpliwości czy był jej wierny przez ich związek. Miłość i nienawiść mieszały się ze sobą. W jednej chwili Edwards chciała jak najprędzej zamówić taksówkę do domu i tam czekać na ukochanego. Po chwili jednak przypominała sobie w jaki sposób ją potraktował. I nie tylko tego wieczoru. Przed oczami dziewczyny rozegrały się sceny z ostatnich tygodni. Dotknęła policzka, na którym za sprawą uderzenia chłopaka do niedawna widniał ogromny siniak. W tej trudnej chwili nie miała z kim porozmawiać. Zrozpaczona wybrała numer do swojej rodzicielki. Kobieta była jej ostatnią deską ratunku mimo ich zimnych stosunków.
  -Perrie?- odezwała się zaskoczona matka.
  -Musisz mi pomóc. Ja nie daję już rady.- szepnęła do słuchawki łamiącym się głosem.
  -O czym ty mówisz? Perrie dobrze wiesz, że nie możemy rozmawiać. Nie chcę mieć kłopotów.- słowa kobiety wpędziły załamaną dziewczynę w jeszcze większy dół.
  -Żałuję, że kiedykolwiek nazywałam cię moją matką. Nie chcę cię znać.- warknęła po czym rzuciła telefonem o ścianę.
  Czuła jak całe jej życie zamienia się w popiół. Wszystko co kiedyś dawało jej radość zostało wyparte przez złe rzeczy.
  Kiedy nastał poranek Perrie wiedziała już co zrobić. Kierowała nią nienawiść i chęć odpoczynku. Nie miała przy sobie dużo pieniędzy. Bała się zostać na kolejną noc, przecież kiedy Zayn gdzieś wytrzeźwieje zacznie jej szukać. Nie była gotowa na powrót do domu. Swoją ucieczką chciała dać do zrozumienia ukochanemu, że dłużej nie mogą tak żyć. Postanowiła na najbliższym dworcu wykupić bilet autobusowy do pobliskiego stanu- Oregon. Kiedy była małą dziewczynką przez rok mieszkała w Dallas. Właśnie tam blondynka zamierzała się teraz udać. Chciała w tym małym miasteczku odpocząć od wrzasku i zgiełku ale także pomyśleć nad swoim dalszym życiem.
  Zrezygnowana spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Wyglądała jak wrak człowieka. Podkrążone oczy sugerowały nieprzespaną noc i litry wylanych łez. Blada karnacja pokazywała zmęczenie dziewczyny. Delikatnie się pomalowała, założyła na siebie leginsy i bluzę z kapturem. Na oczach znalazły się okulary słoneczne aby nikt jej nie poznał. Nie chciała aby ktoś w ostatniej chwili odwiódł ją od jej planu. Spakowała wszystkie swoje rzeczy po czym wyszła z pokoju.
  Powoli szła w kierunku właściwego autobusu. Już tak niewiele dzieliło ją od upragnionego wypoczynku.
  -Żegnaj Seattle.- szepnęła kiedy samochód wyjeżdżał na główną autostradę.
~~
  Nie skończyło się tylko na jednym niewinnym pocałunku. Damon kupił w barze ostatniego drinka dla swojej towarzyszki po czym wspólnie udali się do jego auta. Jade uśmiechnęła się na widok nowego porsche. Uświadomiła sobie jak bardzo bogaty jest facet, którego właśnie poderwała.
  Salvatore zdzierając opony ruszył w kierunku swojego mieszkania. Przez całą drogę śmiali się bez powodu. Mimo, że byli już naprawdę mocno wstawieni nadal popijali alkohol.
  -Widzę, że mieszkają tu sami bogacze.- odezwała się dziewczyna kiedy zatrzymał auto na parkingu podziemnym apartamentowca.
  -Zgadza się Jade ale wszystkie te bryki są moje.- puścił do niej oczko po czym trzymając się za ręce weszli do windy.
  Całowali się i popijali trunki przez całą drogę na dwudzieste piętro. Kiedy nareszcie winda zatrzymała się Damon wziął dziewczynę na ręce i od razu zaniósł do sypialni.
  -Nie pokażesz mi najpierw twojego pięknego mieszkania?- zapytała Jade leżąc już na łóżku.
  -Później.- szepnął brunet.
  Całował Jade po twarzy, by później skupić się na szyi. Dziewczyna wiła się jak kotka pod dotykiem jego warg. Pożądanie hulało w górze. Salvatore odrzucił koszulkę Jade gdzieś w kąt pokoju. Podczas kiedy on kreślił niewidzialne kółka na jej ciele, ona powoli rozpinała guziczki jego koszuli. Zagwizdała na widok umięśnionej klatki piersiowej kochanka. Błądziła rękami po jego ciele.
  Damon zjechał pocałunkami aż pod zapięcie spodni. Szybko pozbył się zbędnego materiału. Umieścił ręce napalonej brunetki nad jej głową kiedy zębami ściągał z niej majtki. Dopiero kiedy dziewczyna leżąca pod nim była naga, zaczął rozpinać pasek od własnych spodni.
  Uśmiechnął się seksownie po czym bez żadnego ostrzeżenia zanurzył się w Jade. Ta krzyknęła z powodu nagłego ruchu. Reszta spraw potoczyła się szybko. Para kochanków tak bardzo zaangażowała się w czynność jakby robili to pierwszy raz w życiu.
~~
  Zayn wrócił do domu dopiero wtedy kiedy na pogotowiu opatrzyli jego rany. Jedna z lekarek proponowała mu noc w szpitalu, on jednak zdecydowanie odmówił. Narkotyki powoli słabły i dopiero teraz dotarło do chłopaka, że znów całował się z kimś innym niż Perrie.
  Kiedy pomyślał o dziewczynie zapragnął się do niej przytulić, przeprosić za wszystko. Był jednak zbyt zmęczony i obolały aby iść do sypialni. Położył się w salonie i obiecał sobie, że porozmawia z ukochaną rano bo przecież ona zawsze mu wybacza.
  Promienie słońca obudziły Malika. Zaklął cicho pod nosem przypominając sobie, że wylądował na kanapie. Przetarł twarz dłońmi na wspomnienie wczorajszego wieczoru. Od razu skarcił siebie za całowanie się z przypadkową dziewczyną. Jeszcze nigdy nie miał tak wielkiego odlotu po narkotykach. Zaczął je brać mając siedemnaście lat i zawsze dobrze się bawił. Tak dotkliwa bójka i zdrada zakorzeniły się w jego głowie.
  Powolnym krokiem udał się na poszukiwanie aspiryny i wody. Głowa bolała go niemiłosiernie. W lustrze spojrzał jak marnie wyglądał. Wciąż miał na sobie eleganckie ubranie, które teraz nadawało się tylko na śmietnik. Koszulka była zakrwawiona i postrzępiona. Twarz miał brudną od krwi swojej i przeciwnika. Złapał się za żebra, które były mocno poobijane. Opuszkami palców delikatnie dotknął największej z ran, tej na piersi.
  -Perrie!- krzyknął u dołu schodów.
  Był zbyt wyczerpany aby wejść do niej na górę. Zaczął się denerwować kiedy nikt mu nie odpowiedział. Wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer do dziewczyny.
  -Osoba, do której dzwonisz ma wyłączony telefon.- usłyszał.
  Resztkami sił poszedł na górę. Zdziwił się kiedy w żadnym pokoju nie znalazł Perrie. Dopiero po chwili wspomnienia wczorajszego wieczoru zaczęły układać się w logiczną całość.
  Zostawił ją samą w klubie. Bez słowa wyszedł i pojechał na wyścigi. Pamiętał jak blondynka mówiła na kolacji, że to jego ostatnia szansa.
  -Uciekła- szepnął kiedy poukładał w głowie fakty.
  Nienawiść i smutek wymalowały się na twarzy chłopaka. Jak ona mogła zostawić go w takim stanie? Wiedział, że popełnił błąd ale to nie był powód do ucieczki z domu. Z całej siły uderzył poranionymi knykciami w ścianę. Zastanawiał się dokąd dziewczyna mogła uciec. Zadbał przecież oto aby nie miała nikogo poza nim. Chwiejnymi ruchami wyjął z kieszeni telefon.
  Irytowały go coraz bardziej sygnały oczekiwania.
  -Perrie uciekła, rozumiesz? Zostawiła mnie!- krzyknął do słuchawki kiedy tylko  jego brat odebrał.
  -O czym ty mówisz?- zapytał Damon zaspanym głosem.
  -Zawaliłem i po prostu mnie zostawiła. Nawet nie mam pojęcia gdzie mogła pojechać.- powiedział już nieco spokojniejszym głosem.
  -Posłuchaj braciszku. Daj sobie spokój ze związkami, one do niczego nie prowadzą. Lepiej być wolnym i poznawać kobiety, które także tego pragną. Nie mam czasu słuchać twoich problemów.- odpowiedział po czym rozłączył się.
  Zayn jednak nie dał za wygraną. Poszedł się umyć i ubrać po czym postanowił pojechać i osobiście porozmawiać z Damonem. Brat przecież musiał mu pomóc.
~~
  Łatwo udało jej się wyjść z tej nasączonej światłem kryjówki. Nie sądziła, że ma tyle siły aby wyważyć drzwi. Babcia opowiadała, że w niebie wszystko jest możliwe. Jednak czy dziewczyna o tak niechlujnym życiu aby na pewno tu trafiła?
  Rozejrzała się dookoła, wszędzie drzewa, las. Ani jednej żywej duszy. Słyszała gdzieś świst świerszczy, stąpanie mrówek po ziemi. Jak to możliwe? Wydawało jej się, że zrobiła tylko kilka kroków w tym ogromnym lesie. W rzeczywistości jednak z niego wyszła. Zaskoczona spojrzała na tabliczkę.
  ‘’Tu rozbudowuje się miasto Seattle.’’- głosił napis na czymś co przypominało znak przy wjeździe do konkretnego stanu.
  -O co tu chodzi?- szepnęła sama do siebie.
  Była pewna, że znajduje się w Seattle. Te budynki rozpoznałaby wszędzie. Tych nowoczesnych jednak wcale tu nie było. Podobnie jak ludzi.
  Jej wzrok wytężył się nienaturalnie. Zobaczyła czerwoną ciecz i nagle poczuła się inaczej. Krew, która wyciekała z martwej sarny przyciągała ją do siebie. Wyglądało to tak jakby spragniony człowiek odnalazł wodę na pustyni.
  Nienaturalnie szybko podbiegła do ofiary i ostrymi zębami zaczęła wysysać krew jakby to było jedyne pożywienie. Kiedy skończyła odrzuciła zwierzę gdzieś daleko i zdała sobie sprawę co właśnie zrobiła. Dotknęła twarzy ręką i poczuła nienaturalnie ostre zęby i ociekającą z buzi krew.
  -Mój Boże, Nina.. Trafiłaś do samego środka twojego prywatnego piekła.- powiedziała sama do siebie.


                                                                             
                                                                              ~~~~
Witajcie!
Nie spodziewałyście się mam nadzieję, że Nina gdzieś żyje?
Żyje żyje bo przecież Damonowi jest tak bardzo potrzebna do życia, przekonacie się :*
Karo <3